Jedzenie nie jest „ze sklepu” cz. 1 Z przyrodą na ty

Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii pokazują dość szokujący brak wiedzy nastolatków na temat pochodzenia spożywanej żywności. Ok. 20% młodych Brytyjczyków sądzi, że ziemniaki rosną na krzakach, a pomidory pod ziemią…  Jedna trzecia uczniów podstawówek myśli natomiast, że ser robi się z roślin! Za taki stan świadomości dorastającego pokolenia można winić jedynie dorosłych. Niestety również w Polsce wiedza dzieci daje coraz więcej do życzenia. Jak więc nauczyć pociechy, że to, co jemy nie pochodzi „ze sklepu”?

Oczywiście należy posiłkować się kolorowymi książeczkami dla maluchów i popularnonaukowymi publikacjami dla uczniów. Jest też bardzo duży wybór edukacyjnych publikacji tego typu. Nic jednak nie zastąpi doświadczenia i obserwacji. Czytanie o marchewce jako warzywie korzeniowym, nie dorówna uczuciu wyciągania jej z ziemi, radości z widoku rudego warzywa i przyjemności schrupania jej zaraz po umyciu.

Podstawą jest też oczywiście opowiadanie od maleńkości o pochodzeniu naszego jedzenia i rozmowa na ten temat.  Trzeba przeprowadzać ją praktycznie codziennie – w trakcie zakupów, gotowania i jedzenia. Najlepiej jednak robić to w środowisku naturalnym, na grządce w ogrodzie, wśród kiełkujących, kwitnących i owocujących roślin. Dzieciaki będą zaintrygowane widokiem warzyw, które na co dzień widują w skrzynkach, paczkach, siatkach i lodówkach. Być może wielu z nich początkowo nawet nie rozpoznają… Młodzi ludzie sami zadadzą interesujące ich pytania i dlatego odpowiedzi zapamiętają o wiele łatwiej, niż wiedzę z książek, czy podręczników. W ogrodzie nie tylko samoistnie przyswoją wiedzę z zakresu biologii i botaniki, ale również wzrośnie u nich motywacja do pomagania w pracach ogrodniczych. Kopanie, sadzenie, podlewanie, nie tylko jest świetną zabawą ale również uczy odpowiedzialności i obowiązkowości. O swoją mini-uprawę maluch musi dbać codziennie, a jeżeli zapomni, powinien też zobaczyć efekt…

Celem zabawy w ogrodzie jest ponadto budowanie więzi z naturą oraz nauka poszanowania dla otaczającej nas przyrody. Dzieci powinny uświadomić sobie, że jesteśmy jej częścią, od niej zależymy i dzięki niej żyjemy. Obcowanie z roślinami uwrażliwia na ich piękno i pogłębia ogólną ciekawość świata.  Warto poruszyć przy okazji tematy ekologii, recyklingu i zdrowego odżywiania. Ogrodnictwo uczy też cierpliwości (a ta, jak wiadomo, zazwyczaj nie jest silną stroną naszych pociech; )).
Sukcesy w uprawie na pewno pobudzą apetyt i wzmogą chęć jedzenia uprawianych owoców i warzyw. Sprawdźcie na ile sposobów można przygotować cukinię i jakiego aromatu dodaje oregano sosowi spaghetti. Pokaż też dziecku, że z zamkniętego przez Was jesienią przecieru przygotujecie jego ulubioną pomidorówkę, a czarne porzeczki, nie tylko były pyszne prosto z do krzaka, ale również jako dżem do naleśników.

Jeżeli nie jesteście szczęśliwymi posiadaczami kawałka ziemi, może zdecydujecie się na działkę rekreacyjną? Być może dziecko założy ogródek z babcią u niej w domu, gdzie wyjeżdża na dłuższe, letnie wakacje? A jeżeli jest to niemożliwe, pozostaje Wam balkon lub parapet. Wbrew pozorom dają one sporo możliwości. W doniczkach można uprawiać zioła, szczypiorek, natkę pietruszki, a nawet mini pomidorki i poziomki. W sklepach kupicie gotową, małą szklarnię lub w prosty sposób przygotujecie ją z plastikowej butelki po wodzie mineralnej.

A jak założyć warzywniak dla dziecka w ogródku? Przeczytajcie: [https://www.gotujzesmoby.pl/dla-rodzicow/jedzenie-nie-jest-ze-sklepu%E2%80%9D-cz.-2-ogrodek].